Umówiona jestem na spotkanie w Kaliskiej ze znajomymi Piotra.
To będzie kolacja z szóstką osób, które wraz z nami wyruszą w poświąteczną środę na tygodniowy wypad do Szwajcarii.
Wystroiłam się.
Ubrałam nową czerwona spódnicę i czarną bluzkę. Umyte włosy upięłam do góry dziesiątkami spinek, starannie wytuszowałam rzęsy, podkreśliłam kontur oczu czarna kredką, kształt ust zaznaczyłam szminką a paznokcie pomalowałam bezbarwnym lakierem. Na nogi w czarnych rajstopach założyłam czarne buty na wysokim obcasie, na ramie malutką torebkę z rodzaju tych, do których mieszczą się tylko dokumenty, puderniczka, pomadka i kluczyki.
Stoję przed lustrem i dokładnie lustruję swoje odbicie… i zaczynam się śmiać sama z siebie na wspomnienie piątkowego wieczoru, gdy wybraliśmy się do siłowni.
Siłownia z powodu awarii centralnego ogrzewania była zamknięta i Piotr zadecydował, że skoro już jesteśmy w mieście, to pójdziemy na kolację do knajpy.
I poszłam za Nim, niczym owieczka prowadzona na rzeź, wcale nie do knajpy, tylko do jednej z modniejszych restauracji.
Wkroczyłam w ten świat przyćmionych świateł, bezszelestnych kelnerów, idealnej bieli obrusów, zapachu alkoholu, papierosowego dymu, jazzu.. w adidasach, fabrycznie wystrzępionych spodniach i sweterku.
Dobrze, że chociaż miałam na sobie trochę biżuterii.
Piotr prawdopodobnie doskonale bawił się z powodu mojego zdenerwowania zaistniałą sytuacją, ponieważ zapałał dziwną ochotą pozostania w tej restauracji dłużej – na tzw. tańcach.
Ja niestety – nie.
Siedziałam w tych adidasach i modliłam się, aby nikomu ze znajomych nie przyszedł do głowy pomysł spędzenia wieczoru akurat w tej restauracji.
Niestety, worek ze znajomymi jakby pękł.
Ale pękł również mój zły nastrój.
Bo przecież, nawet najbardziej eleganckie ubranie jest niczym w porównaniu z takim ciepłym, aksamitnym spojrzeniem twojego mężczyzny, bliskością odczuwalną każdym jego gestem, zatrzymaniem wzroku o kilka sekund dłużej, nakryciem dłoni, delikatnym odsunieciem kosmyka włosów, który opadl na policzek, przytuleniem w tańcu.
A Piotr przytulając mnie, wyszeptał:
Nie wyobrażam sobie, jak można Cię nie kochać.
Dla mnie, nawet w powyciąganym swetrze i tych swoich zimowych skarpetach na nogach, jesteś najpiękniejsza…
Mimo wszystko, po tym piątkowym wieczorze jedno sobie obiecałam - adidasy od dzisiaj jeżdżą w bagażniku.
*******