Opowiedz o tęczy...

2007-01-15 21:05:12

Oddział dziecięcy.


Kolorowe ściany, barwne plamy szafek, książki, zabawki, piżamki w bajkowe postaci, a wśród tej kolorowej scenerii smutne, nierzadko przerażone buzie, oczy badawczo śledzące lekarzy, pielęgniarki, przyglądające się nam.

I lęk.

Ci mali pacjenci nagle znaleźli się w dziwnym, obcym miejscu, bez stałej obecności mamy i osób najbliższych, gwarantujących poczucie bezpieczeństwa.


Dzieci te nagle czują się „niczyje”, samotne, zagubione, zagrożone, jakby porzucone lub ukarane.


Szpital, w odróżnieniu od domu, jest dla tych małych pacjentów środowiskiem sztucznym, nowym i obcym, wyposażonym w podejrzanie wyglądającą aparaturę, dziwne hałasy, zapachy i kojarzącym się z bólem zabiegów diagnostyczno-leczniczych.


Patrzę i uczę się.


Kolejny raz na tym oddziale, przyglądam się lekarzom, słucham uważnie co mówią, śledzę jak badają, diagnozują, jakie zalecenia wydają, jakie leki i dawki.

Ma to szczególne znaczenie, ponieważ pacjentami są małe dzieci.


Dzieci chorują całym swoim maleńkim ciałkiem, często również duszą.


Widzę lęk w ich oczach, a z drugiej strony niesamowitą - jak na ich wiek - dojrzałość.

Niektóre z nich przywodzą mi na myśl osoby dorosłe, starsze, jakby pogodziły się z chorobą.

Wówczas widać, że dzieci te cierpią nie tylko fizycznie.

Ucieczką w ścianę lub w sufit odgradzają się od stresu, bólu, rzeczywistości.


Te dzieci najbardziej potrzebują uczucia.


Poza profesjonalnym i skutecznym leczeniem, ważnym jest, aby mieć dla tych maluchów czas, umieć przełamać barierę milczenia, stopniowo nawiązać kontakt, słuchać ich, rozmawiać i współczuć.


To dzieci, które nocami płaczą, nie chcą nic jeść, bawić się ani słuchać bajek.

Często przy łóżeczku takiego maluszka siedzi - badawczo w niego wpatrzona, zmęczona, nierzadko zrozpaczona - matka.

Zatroskany wzrok, pieszczotliwy dotyk włosów, czoła, głaskanie maleńkiej rączki.


Są też dzieci, które po kilku dniach serwowania całej gamy leków, zaczynają się uśmiechać, chwytają za stetoskop, pierścionek, fartuch.

Pytają i opowiadają - nawiązując kontakt z innymi dziećmi i personelem.

To znak, że zdrowieją.

Siedzące przy nich matki wyglądają na mniej zmęczone.


Jest rónież grupka oddziałowych urwisów – dzieci, których wszędzie pełno, rozrabiających, śmiejących się głośno, chętnie demonstrujących miejsca po venflonie, opowiadających o schorzeniach innych.

O tych wiadomo, że niedługo wrócą do domów, a siedzące przy nich kobiety mają uśmiechnięte oczy.


Ale bywa i tak, że przy cierpiącym dziecku nie ma nikogo bliskiego.


Taką dziewczynką jest Paulinka.

Jej drobne, ośmioletnie, wychudzone ciało, nie reaguje na żadne bodźce zewnętrzne.


Cichutka, spokojna, odwrócona plecami do sali, skubie szczebelek łóżeczka lub maleńką plamkę na ścianie.

A przecież z korytarza dobiegają najprzeróżniejsze odgłosy, w sali dało się wyczuć nagłe poruszenie wywołane naszym wejściem, badaniami, rozmowami.


Tydzień temu ogromnymi oczami w sinych obwódkach, śledziła to, co się obok działo.

Dzisiaj wykazuje całkowitą apatię.


Wróciłam do niej po zajęciach na oddziale, usiadłam przy łóżeczku z tym wyniszczonym chorobą ciałem.


Hej Paulinko, przyszłam specjalnie do Ciebie.

Porozmawiasz troszeczkę ze mną?


Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony dziewczynki jest odpowiedzią na moje próby nawiązania kontaktu.


Zresztą nie musisz...

Posiedzę troszeczkę przy Tobie, dobrze?

Wiesz, wczoraj grała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka...

To był kosmiczny koncert, aż do Nieba.


Maleńkie paluszki nerwowo skubią szczebelek łóżeczka.


A w nocy były sztuczne ognie.

Ogrooomne, kolorowe, jasne, jak gwiazdy...


Małe paluszki znieruchomiały na szczebelku.


Błyszczały jak tęczowe słońca...

Wiesz, niebo było całe czarne i wydawało się, że wybuchają na nim miliony gwiazd, takich baaardzo jasnych, aż nie można było na nie patrzeć, bo bolały oczy...

Różnokolorowe.

Białe, niebieskie, żółte, czerwone, fioletowe, zielone...

Jak wszystkie kolory tęczy.

Chyba wszystkie anioły w niebie się obudziły...


Ciociu, czy taki obudzony Anioł przyjdzie do mnie?


Na pewno.

Bo ta orkiestra grała właśnie dla takich dzieci jak Ty – chorujących.

Żeby mogły być znów zdrowe.

I anioł na pewno zajrzy w nocy do okna i przyfrunie, jak będziesz spała...

Myślę, że przyniesie Ci piękny sen...

Może taki o tych tęczowych słońcach, które go obudziły.


Ciociu, czy Anioły czytają dzieciom bajki?

Takie bajki na dobranoc?



A chciałabyś, żeby przeczytać Ci bajkę?


Tak.


To pójdę i pożyczę od kogoś książkę z bajkami.


Nie, nie idź.

Opowiedz...



O Kopciuszku czy Czerwonym Kapturku?


Opowiedz o tęczy...




**********
Wpisem tym chciałabym podziękować wszystkim wolontariuszom.




( *************** )

skomentuj (12)


Strona główna