Mgła rozpostarła swój muślinowy oddech nad ogrodem, otuliła krzak róży, rozmyła w zaokiennym kadrze zarys smukłego pędu.
Od dwu dni świat - w tej mgle - stał się bajkowym, tajemniczym, bezwymiarowym.
Pomrukuje ekspres do kawy, napełniając swoje wnętrze kolejnymi barami syczenia.
Cicho sączy się śpiew Katarzyny Groniec z płyty Metro:
Sens niemówionych słów,
Dżwięk niezagranych nut,
Blask niezapalonych jeszcze lamp.
Nie mów nic, czy słyszysz mnie w zamęcie wokół nas?
Dźwięk niezagranych nut.
Sens niewyznanych słów.
W mrok, w tunel miłości ze mną wejdź.
Nie mów nic, na strunach szyn orkiestra może grać.
Rozśpiewało się to moje życie, rozwirowało, roztańczyło.Szczęściem wymościłam pajęczyny tęsknot.
Myśli przycupnęły na parapecie i śmieją się do tej perłowości za oknem.
Daremnie staram się je uporządkować - rozbiegane, wesołe, pędzą gdzieś w przestrzeń, i po chwili rozpromienione wracają, by odnaleźć w pamięci Twój obraz, słowa, gesty.
Kolejny raz czytam wczorajszy sms od Ciebie, z "tuż przed zaśnięciem", po otrzymaniu którego musiałam zadzwonić:
Bladze wsrod rozpalajacych sie gwiazd.
O Tobie im opowiadam. O kobiecie, ktora tesknote przywoluje i serce wypelnia. I o Twojej czulosci, co swiat usmiechem slonca zdobi.
Niebu o Nas opowiadam.
Tylko pokochaj mnie....
Wiem, ze to tak bardzo wiele...
Tej nocy wyszeptałeś:
„Kiedy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca".
Nie jestem smutna.
Radością kocham
pożogę słonecznych zachodów
i bezdenny atrament snu,
w którym noc topi gwiazdy...
Kocham błękity przebudzeń,
deszczową szarość
i tę dzisiejszą mgielność.
I kocham księżyc wniebowzięty,
który ma dwoje ust
całującoszepczących,
i czworo oczu
zewsządpatrzących,
i jedno miękkie ucho
wybrokatowane.
Wtulam się w ucho księżyca,
powtarzam zaklęcia,
i liczę na gwiazdach: zechce - nie zechce.
Wymykają się gwiazdy palcom,
fruwają w aksamitności,
tłuką skrzydłami niepewność...
I już wiem.
Pasjans życia odkrywa karty
miodnym wynikiem.
Już umiem oddychać myślami,
by zagościć w „nie odrobinę”
wspomnieniami,
pocałunkami wspomnień
pięknych słów.
Muzyką,
błogością czekolady,
by nut, dźwięków nazbierać
całe kieszenie
i od dzisiaj
nucić,
grać,
śpiewać,
superatą natchnienia.
Dziś
mogłabym wydziergać
z tych słów wiersz
i podarować go komuś
- na mikołajki
albo pod choinkę.
Wiersz
wyłącznie do osobistego użytku.
Bardzo.
Niewymownie.
Nie do uwierzenia.
To komu wiersz?
Komu?