Chciałem się tylko upewnić czy jesteś...

2006-12-03 16:02:34

Kolejna rozsłoneczniona niedziela powitała mnie jasną pomarańczą zaglądającą w kuchenne okno.

Paruje aromatem kawa, a ja śmieję się na wspomnienie wczorajszej rozmowy telefonicznej z Tatą. Pojechał na zakupy - he, he...zapewne po jakieś prezenciki Mikołajkowe.

Przypomniało mi się, że właśnie "wyszła" kawa, więc dzwonię do Niego i mówię: kup kawę Sati czekoladową, jak gdzieś spotkasz.

A Tata pyta: jaką?

Więc ja: czekoladową.

A On się na to śmiać zaczyna.

Myślę sobie, kurcze, co ja śmiesznego powiedziałam?

A On po chwili: No bo ja nigdy nie słyszałem o czekoladowej sake i zastanawiałem się, w którym sklepie ją widziałaś.

I oczywiście nie kupił, bo była tylko waniliowa, a ja przecież takiej nie chciałam. Zaopatrzył dom w dużą pakę Ricore, bo - jak powiedział Mu sprzedawca - lajtowa taka i bardzo dobra.


Patrzę w to słońce w kwadracie okiennym i uświadamiam sobie, że to już grudzień.

Magiczny to miesiąc a zarazem dziwny.

Niby radosny, bo to w grudniu narodził się Jezus, choinka, prezenty, radość świąt, spotkania z bliskimi, pojednanie z tymi, którzy nieco zboczyli z drogi.

A z drugiej strony grudzień to koniec roku.

Koniec jest zawsze końcem, czasem refleksji, podsumowań i... obaw przed nowym, ponieważ zawsze koniec jest końcem ale jest i początkiem.


I w grudniu jest jeszcze Sylwester.


Otwieram strone swojego bloga na wpisie Trzy godziny i dziesięć minut poziomkowej bajki... i czytam jego fragment:


Pachniesz poziomkami... Jego słowa parzą mnie w czoło.

Przeciskałem się tutaj przez ten tłum, by o północy być obok Ciebie...

Może to jedyna tylko możliwość, żeby...
Od dawna chciałem Ciebie poznać...


Depcząc po stopach jakąś osobę z tyłu, odsuwam się.


Dochodzi północ.

Zaczynamy wielotysięczne odliczenie czasu, który umownie oddziela to, co było, od tego co nadchodzi.

Dziesięć, dziewięć, osiem...

Jeszcze kilka sekund i na niebie rozbłyskują feerie kolorowych gwiazd.

Zewsząd dobiegają życzenia, śmiech, okrzyki. Wypowiadam standardowe formułki, całusy oddawane gdzieś obok policzka, czasami zupełnie obcej osoby, stojącej tuż obok. Tłum, niczym w tyglu, miesza się.


Dlaczego Go nie ma?

Rozglądam się wokół. Jest. Stoi obok Michała. Dostrzega mój wzrok i widzę, że usmiecha sie do mnie.


Nareszcie!!!

Czuję jak silne dłonie obejmują mnie w pasie i unoszą w górę.

Niczym na zwolnionym filmie, przesuwa się przed moimi oczami kolejno kadr z brodą, ustami, nosem, oczami.


Szczęśliwego Nowego Roku mówię odruchowo.

Dla mnie już jest szczęśliwy...

Chcę podzielić się z Tobą moim szczęściem...

Chcę Ci je dawać...

Od dawna...


Czuję narastające zażenowanie i onieśmielenie.

Dlaczego tak mi się przyglądasz?

Mam cos na twarzy?

Popatrz jakie piękne sztuczne ognie na niebie...


Nad nami...

Dla nas...

To Ty jesteś piękna...

Nie sądziłem, że aż tak...

Zarumieniłaś się...

Niepotrzebnie...



Niedługo minie rok od tamtej nocy.

Jesteś.

Dziękuję Ci za to... i za to, że bez słowa powróciłeś na te kilka chwil, gdy nie potrafiłam poradzić sobie z tęsknotą.


I nagle tak bardzo zapragnęłam chociaż Twój głos usłyszeć.

Wystukuję numer, który znam już na pamięć i mówię Ci fragment tekstu z książki, którą czytałam wczoraj chłopcom Kingi:


Prosiaczek wspiął się na paluszkach i szepnął:

- Puchatku!
- Tak, Prosiaczku?

- Nic - rzekł Prosiaczek biorąc Puchatka za łapkę

- chciałem się tylko upewnić czy jesteś..."




( ***** )

skomentuj (3)


Strona główna