Wróciłam po długiej nieobecności na tym blogu...
A właściwie to wróciłyśmy lub wróciliśmy - ja i moja maleńka fasolka.
Jeszcze Ciebie bąbelku niby nie ma, ale wiemy na pewno, że już jesteś.
Nasza maleńka kruszynka zaprezentowała nam się dzisiaj na monitorze w całej okazałości.
Fakt, bardziej przypomina smukłą kijankę niż czlowieka - ale to Człowiek.
Pietrucha ze dwie godziny ganiał po sklepach za stosowną antyramą, żeby żadne ograniczenia nie przyćmiły fotki Jego dzieła -najdoskonalszego z doskonałych, kolejną godzinę wpatrywał się w obrazy, które wysępił wraz z płytą... aż wreszcie zapoczątkował na środku ściany nową galerię w postaci zdjęcia Bąbelka.
Dobrze, że wcześniej nie przyszlo Mu do głowy zakonserwowanie testu ciążowego, bo pewnie musiałabym się pogodzić na całą gablotę - wszak będzie jeszcze pępowina, pukielwlosów, pierwszy zgubiony ząb mleczny... hehehe... na pewno byłaby z mojej strony propozycja odnośnie pampersa.
A tak na serio - cieszymy się niczym wariaci.